Blogrys

Jak zacząłem kochać design

Czytasz starą notkę zaimportowaną z WordPressa. Niektóre elementy układu stron – w szczególności rozmiary i zakotwiczanie ilustracji oraz światło – mogą pozostawiać sporo do życzenia. Gdzieniegdzie wyparowały też multimedia, w szczególności zagnieżdżone wideo z YT.

Moroccan

W marcu dzieliłem się wrażeniami z tygodniowego pobytu w Maroku. Napisałem dwie sążniste notki. Wypada wreszcie uzupełnić tamte wpisy ostatnią porcją zdjęć.

Ale skąd wziął się powyższy tytuł? Należy go rozumieć dosłownie. Otóż w Maroku, za kurzem ulic i brudem fasad, kryje się często przepiękny design. Mieszają się w nim elementy arabskie, berberskie i europejskie (francuskie). Wyprawa do Maroka pokazała mi, że jeśli chodzi o wystrój wnętrz i wykończenia mebli, Północna Europa i Europa Środkowo-Wschodnia zupełnie nie mają się (współcześnie) czym chwalić. Mówiąc dosadnie, w Polsce oraz w Norwegii żyjemy wśród funkcjonalnego paskudztwa spod znaku Ikei i meblościanki. Jak nie kicz, to szpanerstwo.

Podróże kształcą.

W Marrakeszu znajduje się Pałac Bahia zbudowany pod koniec XIX wieku przez wielkiego wezyra. „Bahia” oznacza „wspaniałość”. Nie użyto tego określenia na wyrost. Kolorowe mozaiki zachwycają.

W Marrakeszu natrafimy na jeszcze inny pałac, dużo starszy (z końca XVI wieku) i częściowo zrujnowany, ale o przestronniejszych dziedzińcach. Jego budowę sfinansowano z okupu zapłaconego przez Portugalczyków po przegranej Bitwie Trzech Króli w 1580 r. Pałac zwie się El Badi – „Nieporównywalnym”. Dziś na popękanych murach moszczą się bociany.

Trzecim wartym odwiedzenia miejscem jest Ogród Majorelle, niewielki botaniczny ogród z muzeum sztuki islamskiej. Od 1980 był własnością Yvesa Saint-Laurenta. Prochy słynnego projektanta mody są rozsypane właśnie tam.

Essaouira, o której pisałem wcześniej:

Na zakończenie: wąskie uliczki w Marrakeszu. Jak u Lovecrafta.

Jeszcze zagadka: Jeżeli opisanie tygodniowego pobytu w Maroku zajęło mi trzy notki rozciągnięte na okres sześciu miesięcy, to ile wpisów i ile czasu zajmie mi opisanie siedmiotygodniowego pobytu w Ekwadorze (który, gdy czytacie te słowa, minął właśnie półmetek?).