Blogrys

Obejrzane w 2014: Rozczarowania, cz. 2

Czytasz starą notkę zaimportowaną z WordPressa. Niektóre elementy układu stron – w szczególności rozmiary i zakotwiczanie ilustracji oraz światło – mogą pozostawiać sporo do życzenia. Gdzieniegdzie wyparowały też multimedia, w szczególności zagnieżdżone wideo z YT.

Poprzednia część tutaj.

5. Jaja w tropikach (Tropic Thunder; 2008)

tropic_thunderPierwszorzędny przykład filmu, w którym z trudnych do określenia powodów szwankuje scenariusz, choć nie można narzekać ani na nieciekawy pomysł, ani na brak wartkiej akcji. Wysłani do dżungli aktorzy myślą, że kręcą realistyczny film akcji, choć tak naprawdę wszystko dzieje się na serio. Super. Są plenery, są strzelaniny, jest rozmach. Super. Tylko dlaczego to się nie klei? Dlaczego nie wciąga, dlaczego nie budzi zaangażowania? Dlaczego nie doceniam ciętych dialogów? Dlaczego nie lubię Jacka Blacka i Bena Stillera, a Roberta Downeya Jr. darzę tylko umiarkowaną sympatią pomimo doskonałej murzyńskiej kreacji? I dlaczego bezwarunkowo potępiam homoseksualne związki między mnichami?

Niektóre pytania muszą pozostać bez odpowiedzi.

4. Interstellar (2014)

interstellarZacznę od smutnej konstatacji. Od Prestiżu każdy kolejny film braci Nolan jest gorszy od poprzedniego. Mroczny Rycerz – 9/10. Incepcja – 8/10. Mroczny rycerz powstaje – 7/10. Interstellara również oceniam na siódemkę, ale tutaj taka nota boli bardziej, gdyż przypada nie następnemu blockbusterowi o facecie przebierającym się za nietoperza, lecz wysokobudżetowej próbie wskrzeszenia poważnego kina SF.

Zgadzam się co prawda z Konradem Wągrowskim, że mimo przerostu ambicji Interstellara wiele jego elementów wzrusza i inspiruje. Rozmowa bohatera z synem "po latach" łapie za gardło, dylatacja czasu służy za budulec szczególnego rodzaju napięcia, wizualizacje czarnej dziury i tesseraktu zachwycają, ogromne wrażenie robi przelot obok Saturna przy dźwiękach deszczu i grających świerszczy, organowa muzyka Hansa Zimmera wielokrotnie wciska w fotel. Nie obeszło się jednak bez parskogennych wpadek (stareńki Murzyn, lodowa chmura), a fabuła trzeszczy zbyt często jak na dzieło nawiązujące wyraźnie do bezbłędnej Odysei kosmicznej. Ostrzeżenie przed spojlerami:

Dlaczego Tajne NASA do najważniejszej misji zrekrutowało rolnika? Na czym dokładnie polegał plan A profesora, w który wszyscy tak długo wierzyli? Na wysłaniu pięciu miliardów ludzi do innego świata? Jak? Po co tNASA były na gwałt potrzebne inne planety, skoro mogli wsadzić ludzi do Cylindrów O'Neilla i wysłać ich na kilka pokoleń w kosmos? No i skoro Coop w tesserakcie nie chciał, aby Coop opuszczał córkę, po co podawał mu koordynaty?

Następne pytania bez odpowiedzi. Wiadomo tylko, że Interstellar rozczarowuje jak cholera.

3. Oszukać przeznaczenie (Final Destination; 2000)

final_destinationPo fabularnym debiucie Jamesa Wonga nie spodziewałem się ani horrorowych emocji, ani zaskakującej fabuły, ani porywającego aktorstwa. Po prostu pewnego razu wieczorową porą miałem ochotę na bezbolesne oglądadło, a pamiętałem z dawnych recenzji, że Oszukać przeznaczenie oparto na całkiem nośnym pomyśle: grupie nastolatków cudem udaje się ujść z życiem z wypadku lotniczego, ale po pewnym czasie śmierć i tak po kolei ich dopada. Opatrzność w roli demonicznej mocy? Chętnie.

Naiwnie spodziewałem się zatem gęstej atmosfery i ponurej subtelności. Szybko poczęstowano mnie sceną w której z pękniętego samorzutnie kubka leje się woda do monitora, dochodzi do zwarcia i do eksplozji, odłamek szkła wbija się w szyję bohaterki, ta krwawiąc dobiega do kuchni, lecz kolejny wybuch przewraca ją na ziemię, na kobietę za chwilę spada z blatu nóż ostrzem do dołu, coś wybucha po raz trzeci, podmuch przewraca krzesło, oparcie wbija nóż głębiej w jej brzuch.

Polecam film aktuariuszom: Wong jeszcze kilkakrotnie przedefiniowuje pojęcia pechu i nieszczęśliwego wypadku.

2. Transformers (2007)

transformersW zeszłorocznym zestawieniu filmowych rozczarowań wysokie miejsce zajęła inna głośna produkcja o mechach, Pacific Rim. W komentarzach złajał mnie za to Seji. Wyraziłem chęć poprawy:

Muszę obejrzeć wreszcie Transformers. Jeżeli mi się nie spodoba, przyznam głośno, że nie kumam konwencji. Jeżeli jednak mi się spodoba, będzie znaczyło, iż to z PR coś było nie tak.

Obejrzałem wreszcie Transformers. Też mi się zupełnie nie spodobało. Czyli nie kumam konwencji? Mimo wszystko będę się upierał, że trochę kumam. Ja naprawdę bardzo ciepło wspominam Generała Daimosa! W blockbusterze Michaela Baya przeszkadza mi natomiast skrojenie fabuły pod nastolatki. Współczesne nastolatki, dodajmy. Dla starego konia takiego jak ja film staje się przez to okropnie przewidywalny, napięcie wyparowuje, a sceny spektakularnej akcji nużą. I nawet Megan Fox naprawiająca samochód lepiej wygląda na fotosach.

1. Miasto 44 (2014)

miasto44Strzelaj, "Jacku", strzelaj z dziadkowego stena! A jeśli wolisz raczej poczuć się jak Oskar Dirlewanger, urządź mi śmiało w komentarzach Rzeź Woli. Albowiem w każdym innym przypadku zgodziłbym się z Tobą, że należy przymknąć oko na błędy scenariuszowe i cieszyć się, iż wreszcie Polacy nakręcili film z takim rozmachem i z takimi ambicjami. Niestety, tu akurat moja zgoda płonie jak warszawska Ochota pamiętnego sierpnia. Tak jak powstańcy widzieli za Wisłą wojska radzieckie, tak i ja dostrzegam z łatwością wszystkie szalenie ciekawe tropy, które Jan Komasa chciał pomieścić w scenariuszu. Niestety, fabuła eksploduje od spiętrzonych w niej bez wyczucia wątków zasypując widza odłamkami nudy i dusząc go pyłem zaprzepaszczonej szansy.

Mam radować się pierwszym polskim wysokobudżetowym filmem wojennym zrealizowanym na zachodnią modłą? Cóż z tego jednak, że po długiej nocy zalewa nas światło dnia, skoro płynie zza kraty zamykającej wylot kanału?

Tutaj recenzja, z którą w dużej mierze się zgadzam.






Komentarze

Arek (2015-01-19 08:35:36)

Ty to się jednak nie znasz na filmach :P