Blogrys

Euroislam

Czytasz starą notkę zaimportowaną z WordPressa. Niektóre elementy układu stron – w szczególności rozmiary i zakotwiczanie ilustracji oraz światło – mogą pozostawiać sporo do życzenia. Gdzieniegdzie wyparowały też multimedia, w szczególności zagnieżdżone wideo z YT.

Najwyższa pora zareklamować Aeon, magazyn internetowy, który powstał we wrześniu minionego roku. Aeon posiada cztery bezwzględne zalety: jest całkowicie darmowy, ma nadzwyczaj elegancki layout, publikuje zajmujące i rzeczowe artykuły, a nowości pojawiają się każdego dnia od poniedziałku do piątku. Z niedawnych publikacji polecam między innymi rozważania nad wolnością wiary, esej o równiku, tekst o freudowskich przejęzyczeniach, wyznania programisty oraz porównanie jogi do religii.

Eonowe lektury należą zazwyczaj do lekkich i przyjemnych, ale od czasu do czasu zmuszają do myślenia. Miesięczne milczenie Blogrysa przerwiemy polemiką z artykułem Jak okiełznać religię Ronana McCrei. Wywód autora utrzymany jest w na poły akademickim tonie i zasługuje na potraktowanie go serio. W tym przypadku będzie to oznaczało krótkie zreferowanie treści i wytknięcie dwóch niedociągnięć w argumentacji.

Teza artykułu na pierwszy rzut oka wydaje się nader kontrowersyjna, by nie powiedzieć obłudna: "W przeciwieństwie do powszechnych przekonań, migracja z muzułmańskich krajów jest jedną z przyczyn, która czyni Europę nie mniej, lecz bardziej sekularną". Na szczęście jej uzasadnienie brzmi już bardzo rozsądnie. McCrea zwraca uwagę, że religia i polityka na naszym kontynencie od dawna nie wchodziły sobie w paradę, czego nie można powiedzieć o wielu innych częściach świata, z USA włącznie1. Źródeł europejskiego ześwieczczenia możemy doszukiwać się w Piśmie Świętym, w historii lub po prostu w uwarunkowaniach kulturowych i intelektualnych. Tak czy owak, religia (chrześcijańska) nigdy nie próbowała zdominować u nas polityki, a polityka szanowała z kolei symboliczne znaczenie religii dla europejskiego ducha.

Sytuacja zmieniła się wraz z napływem muzułmanów (i innych mniejszości wyznaniowych) chcących rozpatrywać kwestie polityczne w kategoriach islamu2 "nie czujących się podporządkowanymi kompromisom wypracowanym mozolnie przez stuleci". Trudno właściwie mieć o to do imigrantów pretensje – inna teologia, inna historia, inna kultura. Równowaga między religią a polityką została jednak zakłócona, dżentelmeńska umowa regulująca ich wzajemne stosunki – zagrożona. Należało więc unormować sytuację prawem, ale tak, by nikt nie poczuł się dyskryminowany. Stąd francuski zakaz noszenia symboli religijnych w publicznych szkołach (2004), stąd duński zakaz wywieszania symboli religijnych w sądach (2008), stąd brytyjskie zniesienie ustawy o bluźnierstwie (2008). Konkluzja McCrei brzmi następująco:

Europejski sekularyzm wyłonił się historycznie jako środek do zażegnania niebezpieczeństwa konfliktu niesieonego ze sobą przez narastające zróżnicowanie religijne (...) Zintensyfikowana sekularyzacja publicznej sfery jest prawdopodobnie szczęśliwym wynikiem pojawiania się nowych religijnych i niereligijnych tożsamości w Europie.

Do artykułu zgłaszam dwa zastrzeżenia i nie dotyczą one tego, co autor pisze, lecz tego, o czym nie wspomina.

Po pierwsze, za dużo tu optymizmu. McCrea zakłada, że sekularyzacja będzie anulowała polityczne działanie chrześcijaństwa i islamu w tym samym stopniu. Nie bierze pod uwagę, że islam jest od chrześcijaństwa prężniejszy i że ma potężnego sprzymierzeńca w postaci politycznej poprawności. Mahometowe wyznanie nie tylko więc będzie stawiać większy opór projektom sekularyzacyjnym, ale również w praktyce owe projekty potraktują je ulgowo. Na zeświecczeniu ucierpi więc bardziej chrześcijaństwo.

Po drugie McCrea udaje, że nie widzi innego rozwiązania zaistniałej sytuacji: "Trudno orzec, co europejskie państwa mogłyby zrobić innego niż sformalizowanie rozdziału religii i stanu". Nie, nietrudno. Alternatywną drogę stanowiłoby sformalizowanie obowiązującej wcześniej dżentelmeńskiej umowy między religią a polityką; ustawowe przyznanie chrześcijaństwu symbolicznego i kulturalnego prymatu przy jednoznacznym wytyczeniu granic dla publicznych wpływów wszystkich wyznań. Dlatego też mam wiele życzliwego zrozumienia dla zwolenników odwołania się do wartości chrześcijańskich w preambule konstytucji europejskiej.

No ale to przecież wstecznictwo.

____________________
1 Konstytucja Stanów Zjednoczonych głosi co prawda całkowity rozdział państwa i wiary, lecz w rzeczywistości różnie to bywa. Zdeklarowany ateista w wyborach prezydenckich zostałby zjedzony na śniadanie.

2 McCrea podaje dwa przykłady: rozstrzyganie konfliktów rodzinnych przy pomocy szariatu oraz potępianie równouprawnienia między płciami przez imamów w kazaniach.






Komentarze

Seji (2013-07-20 11:07:54)

"ustawowe przyznanie chrześcijaństwu symbolicznego i kulturalnego prymatu"Ładnie to tak negować demokracje? :)