Blogrys

Obejrzane w 2016: Krótki metraż

Czytasz starą notkę zaimportowaną z WordPressa. Niektóre elementy układu stron – w szczególności rozmiary i zakotwiczanie ilustracji oraz światło – mogą pozostawiać sporo do życzenia. Gdzieniegdzie wyparowały też multimedia, w szczególności zagnieżdżone wideo z YT.

Kilka zacnych instytucji kulturalnych — Stowarzyszenie Filmowców Polskich, WFDiF, Filmoteka Narodowa, PISF, Kino Kultura, Muzeum Sztuki Filmowej Iluzjon — zorganizowało wiosną plebiscyt na najlepszy polski film dokumentalny wszech czasów. Wśród finałowej dziesiątki znałem zawczasu jedynie Gadające głowy (1980) Krzysztofa Kieślowskiego oraz Muzykantów (1960) Kazimierza Karabasza. Ponieważ wszystkie nominowane filmy dostępne były przez jakiś czas w dobrej jakości na stronie konkursu, skorzystałem z okazji i odrobiłem zaległości.

Moim osobistym faworytem stał się Takiego pięknego syna urodziłem (1999), ekshibicjonistyczny porter rodziny mającej, eufemistycznie rzecz ujmując, niejakie problemy z komunikacją. Debiut Marcina Koszałki zajął drugie miejsce; pokonał go Marcel Łoziński opowiadaniem o spotkaniu dzieciństwa ze starością pt. Wszystko może się przytrafić (1995). Oba te wyśmienite, trwające mniej więcej po pół godziny dokumenty polecam bez najmniejszych zastrzeżeń, dorzucając przy okazji inne tragikomiczne, późniejsze dzieło Koszałki zatytułowane Do bólu (2008).

takiego_pieknego_syna_urodzilam

W finałowej dziesiątce 100/100 odnajdziemy kilka dalszych pozycji wartych uwagi: Usłyszcie mój krzyk (1991) o samospaleniu Ryszarda Siwca na Stadionie Dziesięciolecia, Rodzinę człowieczą (1966) o polskiej wsi lat sześćdziesiątych oraz Kilka opowieści o człowieku (1983), których bohaterem jest inwalida bez rąk; dokument z mocnym, niespodziewanie lirycznym zakończeniem. Plebiscyt skłonił mnie również do sięgnięcia po najsłynniejszego półkownika III Rzeczpospolitej, czyli Witajcie w życiu Henryka Dederki o Amwayu, osławionej firmie sprzedającej środki czystości w systemie marketingu wielopoziomowego. Również warto.

Opuśćmy granice Polski. Z niekłamaną fascynacją obejrzałem Africa: The Serengeti, krótkometrażowy film przyrodniczy nakręcony w połowie lat dziewięćdziesiątych dla IMAX-ów, ale zmontowany tak sprawnie, że wielkie wrażenie robi nawet w małym okienku YouTube’a (podziękowania dla M.M. za polecankę). W robieniu tegoż wrażenia wydatnie dopomaga mu niski głos narratora Jamesa Earla Jonesa (czyli Dartha Vadera) oraz „epicka” kompozycja Hansa Zimmera. Z Afryki cofnijmy się do Norwegii. Magnus: A Spring Day jest naturalistycznym drobiazgiem opowiadającym o życiu narkomana w stolicy państwa dobrobytu. Film nakręcił sam o sobie jego tytułowy bohater, któremu wypożyczono kamerę. Ostrzegam wrażliwych: sporo zbliżeń na wbijanie igły.

Krótki metraż to nie tylko dokument. Obejrzałem kilka najeżonych efektami specjalnymi, aktorskich film(ik)ów fantastycznych wyprodukowanych przez Allegro i wyreżyserowanych przez Tomasza Bagińskiego, nawiązujących do polskich baśni oraz legend. Jako tako bronią się obie części Twardowsky’ego, oczywiście dzięki Robertowi Więckiewiczowi w tytułowej roli. Natomiast Jaga oraz Operacja Bazyliszek kiepszczą i stanowią kolejny dowód tezy, że specjaliści od efektów specjalnych nie powinni siadać na krzesełku reżyserskim. Wiedźmin Bagińskiego okaże się prawdopodobnie jeszcze większą padaką niż bulwersująca ekranizacja Brodzkiego i Szczerbica z 2001 r.

twardowsky

Wracając na zakończenie do dokumentów, polecam również patriotyczny inaczej film pt. Wojtek: Niedźwiedź, który poszedł na wojnę. Gdy powiedziałem żonie, że w wojsku polskim służył niedźwiedź, który w stopniu kaprala walczył z Niemcami pod Monte Cassino, pomyślała chyba, że zakolegowałem się z Magnusem.

____________________
Autorką zdjęcia nagłówkowego jest Christiane Birr (CC).






Komentarze

Deckard (2017-02-11 18:56:26)

Z docu przymierzam się do Cartel Land i Rats.

Obadaj Waiting For Superman, na czasie (reforma edukacji i USA).

"Witajcie w życiu" to klasyk, warto pamiętać że Amway wciąż działa (również w PL, gdzie sprowadził backoffice) i czyje nazwiska wtedy widniały w związku z firmą w PL - podpowiem, że można się przestraszyć GDZIE dotarli i jak to świadczy o kulturze biznesowej w PL. Plus te wspaniałe zakazy sądowe ;)

Borys (2017-02-12 04:49:57)

Amway jest jak coś żywcem wziętego z Dicka: sekta akwizytorska związana z proszkami do czyszczenia.

Latem wracaliśmy z Sejim taksówką z grilla. Jechał z nami przypadkowo chłopak, który w Amwayu pracuje jako informatyk. Próbowałem podbić temat, ale nabarmuszył się i nie chciał nic opowiedzieć. :)