Blogrys

O dyskryminacji w pewnej superprodukcji

Czytasz starą notkę zaimportowaną z WordPressa. Niektóre elementy układu stron – w szczególności rozmiary i zakotwiczanie ilustracji oraz światło – mogą pozostawiać sporo do życzenia. Gdzieniegdzie wyparowały też multimedia, w szczególności zagnieżdżone wideo z YT.

riggs_murtaughBohaterami wyśmienitej tetralogii Zabójcza broń są policjanci Martin Riggs i Roger Murtaugh. Postaci skonstruowano na zasadzie kontrastu: Riggs jest białym, narwanym młokosem, a Murtaugh czarnym, postępującym by the book funkcjonariuszem z wieloletnim stażem. W gliniarzy wcielili się bezbłędnie Mel Gibson (nie policjant, ale naprawdę biały) i Danny Glover (nie policjant, ale naprawdę czarny).

Teraz wyobraźmy sobie, że we wszystkich czterech częściach cyklu Murtaugha odgrywa, zamiast autentycznego czarnoskórego aktora, ucharakteryzowany na Afroamerykanina Sean Connery. Bynajmniej nie dla jaj; ot, producenci stwierdzają, że nie znaleźli odpowiedniego Murzyna do roli Murzyna, więc zaangażowano aktora białego i podwyższono jednocześnie budżet charakteryzatorom. Owszem, łatwiej byłoby zmienić Murthaugha na białego w scenariuszu, ale pogrubmy hipotezę i przyjmijmy, że Zabójcza broń była ekranizacją książki, a reżyser chciał wiernie trzymać się pierwowzoru.

starling_lecterO, na przykład u Thomasa Harrisa agentka FBI in spe Clarice Starling była kobietą, więc w filmie kreowała ją inna kobieta, Jodie Foster. Mężczyzna qua mężczyzna nie pasowałby do tej roli z powodów fabularnych. Ale gdyby i tu producenci nie mogli znaleźć odpowiedniej aktorki i zatrudnili, dajmy na to, Johnny'ego Deppa, a potem odpowiednio go ucharakteryzowali? Wiek pasuje, bo Depp urodził się tylko o rok później niż Jodie Foster. Nikt też nie powinien mieć wątpliwości, że utalentowany aktor doskonale poradziłby sobie z odegraniem innej płci. Co prawda, jest o 5 cm wyższy od Anthony'ego Hopkinsa, ale wystarczyłoby przecież ustawić kamerę pod odpowiednim kątem, aby agentka Starling nie górowała fizycznie nad Hannibalem Lecterem. Nie takie sztuczki znają zdjęciowcy.

Numer z białym aktorem grającym Murzyna przeszedłby bez pudła sto lat temu (por. Śpiewak jazzbandu); z kolei kobiety były regularnie grane przez białych aktorów w Starożytnej Grecji (por Antygona). Współcześnie powyższe propozycje castingowe jawią się jednak na wskroś absurdalnie, chociaż kochamy Seana Connery'ego i Johnny'ego Deppa, Łatwo też wyobrazić sobie larum, jakie jeszcze na etapie produkcji podniosłoby Stowarzyszenie Przeciwko Dyskryminacji Czarnoskórych oraz Organizacja Ochrony Praw Kobiet. Reżyserów czekałoby medialne ukrzyżowanie.

Jakież więc było moje zdziwienie, gdy zorientowałem się, iż analogiczny zabieg zastosowano w aż sześciu hollywoodzkich superprodukcjach nakręconych na przestrzeni ostatnich trzynastu lat. Przeszło to zupełnie bez echa. Na gruncie etycznym nikt nie sprzeciwił się ani słowem. Co więcej, nie czytałem ani jednej recenzji, w której wytknięto by twórcom marnowanie charakterologicznego potencjału oraz bezmyślne obniżanie jakości filmu.

Oskarżycielski palec wyciągam niniejszym w kierunku ekranizacji Władcy Pierścieni i Hobbita. Elfy, hobbitów i krasnoludów grali tam normalni ludzie. Pal licho elfy; elfy tak naprawdę nie istnieją. Hobbici i krasnoludowie też nie, więc Froda, Sama, Pippina, Merry'ego, starego Bilba, młodego Bila, Gimliego, Thorina, Filiego, Kiliego, Balina, Dwalina, Oina, Gloina, Doriego, Noriego, Oriego, Bifura, Bofura, Bombura i Daina grają zwyczajni, czyli normalni wzrostem aktorzy, których filmowano z góry albo w otoczeniu specjalnie powiększonej scenografii. Ale właściwie dlaczego nie zaangażowano karłów?[1] I dlaczego Towarzystwo Aktorów-Karłów nie narobiło szumu? I dlaczego żaden krytyk nie dostrzegł, że film prawdopodobnie na tym stracił?

krasnoludy_time_banditsNie, nie stroję sobie bynajmniej suchych żartów z upośledzenia fizycznego. Nie będzie też sprytnego retorycznego zwrotu o 180 stopni, który znienacka ośmieszy feministki i bojowników o równe jutro. Po prostu obejrzałem Time Bandits Terry'ego Gilliama, sympatyczne fantasy o ośmiolatku podróżującym w czasie w towarzystwie sześciu chciwych krasnoludów. Film odznacza się konsekwentnym castingiem: tytułowi Bandyci Czasu są grani przez karły. Dzieło zyskało na tym tak artystycznie jak i wizualnie.

W Time Bandits pojawia się zresztą także Sean Connery, co prawda nie jako Murzyn, ale jako Kreteńczyk.[2] Atakując moją argumentację można by ironicznie zapytać: Dlaczego nie zaangażowano prawdziwego mieszkańca greckiej wyspy? Ano dlatego, że Sean Connery jest znaną twarzą. Na podobne usprawiedliwienie u Jacksona nie łapie się ani Elijah Wood (Frodo), ani John Rhys-Davies (Gimli), ani Richard Armitage (Thorin), ani nawet Martin Freeman (młody Bilbo). Tym sposobem możemy najwyżej wyjaśnić obecność Iana Holma (stary Bilbo).[3][4]

Scenariusz Time Bandits to groch z kapustą, ale film, jak tu u Gilliama, posiada ogromny ładunek energii i co rusz zaskakuje pomysłami inscenizacyjnymi. Tak sobie myślę, że należało zaryzykować i powierzyć ekranizacje Tolkiena reżyserowi-wizjonerowi, nie "bezpiecznemu" rzemieślnikowi pokroju Petera Jacksona.

____________________
[1] Karły zatrudniono tylko jako dublerów oraz do ról trzecioplanowych.

[2] Sean Connery udawał Japończyka w jednym z Jamesów Bondów. Bez powodzenia (z punktu widzenia obserwatora przed telewizorem; w świecie przedstawionym kamuflaż się udał).

[3] Choć zdecydował raczej fakt, że dwadzieścia lat wcześniej Ian Holm wystąpił jako Frodo w radiowej adaptacji BBC.

[4] Holm pojawił się także w Time Bandits, choć tam 49-letni aktor bardzo nie pasuje do roli 26-letniego Napoleona. Zresztą, historyczny niesmak wzbudziło we mnie przedstawienie Bonapartego jako antypatycznego przygłupa.






Komentarze

Jacek (2015-01-05 07:58:25)

A jesteś pewien, że karły są takiej samej wysokości jakiej powinny być krasnoludy?

Borys (2015-01-05 17:18:45)

I jedni, i drudzy, są na pewno niżsi od Ciebie, Jacku, tak fizycznie jak i umysłowo.

Jacek (2015-01-08 08:03:30)

To się wie, ziomek! Ale sama koncepcja... nie wiem, te krasnoludy powinny mieć szerokie klaty, duże łapy - nie wiem, czy karłom nie powinieneś zafundować kursu na siłce. Ogólnie lepiej by chyba było znaleźć takich typków po 158 cm wzrostu, napakować ich sterydami, doczepić brody i będzie. Ile u Reuela miały te pokurcze?

hihnt (2015-01-09 14:39:28)

Co tam TIme Bandits (pomijajac jego urok etc), mamy jeszcze Willow, czyli Lucasowa wersje LotRa, gdzie wlasnie graly karly, a nawet jeden z nich (Warwick Davis) dostal glowna role.