Blogrys

ACTA. Siedemnaście dni później

Czytasz starą notkę zaimportowaną z WordPressa. Niektóre elementy układu stron – w szczególności rozmiary i zakotwiczanie ilustracji oraz światło – mogą pozostawiać sporo do życzenia. Gdzieniegdzie wyparowały też multimedia, w szczególności zagnieżdżone wideo z YT.


I ujrzałem: oto podpis trupio blady, a nazwa dokumentu nad nim widniejącego ACTA, i FBI mu towarzyszyło. I dano im władzę nad czwartą częścią internetu, by tępili jumactwo mieczem i głodem, i morem, i przez dzikie zwierzęta.

...

Jeszcze tylko postscriptum do wcześniejszej notki o jumactwie i obiecuję, że temat piractwa nie zagości na Blogrysie przez przynajmniej rok.

Otóż apologeci twierdzą, że jumanie nie tylko nie wywiera negatywnego wpływu na kulturę ("bo i tak bym nie kupił"), ale niekiedy ma wręcz wpływ pozytywny ("bo zaczynam kupować"). Poprzez rozszerzenie drugiego argumentu na ogół odbiorców sugeruje się, że jumanie staje się w licznych przypadkach motorem napędowym kultury. Można to rozumieć dwojako: albo że najczęściej jumane dzieła są też najczęściej kupowane, albo że jumanie jako takie zwiększa ciśnienie w kulturowym krwioobiegu społeczeństwa.

W pierwszej interpretacji ryzyko popełnienia błędu typu cum hoc, ergo propter hoc — odczytania korelacji jako związku przyczynowo-skutkowego — jest olbrzymie. Przyjmijmy oto, że jakaś intensywnie torrentowana płyta osiąga też ponadprzeciętnie wysokie wskaźniki legalnej sprzedaży. Oczywiście, może tak być, że jumacy najpierw jumaczą, a potem znacząca ich część potulnie udaje się do sklepu. Ale może też być odwrotnie. Płyta dobrze się sprzedaje, a zainteresowane jumactwo zaczyna ją masowo obłazić na torrentach. Najbardziej prawdopodobny będzie jednak wariant "równoważny": Płyta jest dobra (lub po prostu jest o niej głośno), więc i szybko się sprzedaje, i cieszy się popularnością wśród jumactwa.

Zerknijmy zatem na drugą intepretację, według której jumanie sprzyja rozpowszechnianiu kultury sensu lato. Trzy obiekcje z mojej strony:

Fundamentalna obiekcja metodologiczna: Gdybać to sobie możemy. Nie mamy pojęcia, jak wyglądałoby ostatnich piętnaście lat kultury bez jumania. Ktoś powie, że gorzej, bo internet unaocznia artystom kulturowy niedosyt i katalizuje wenę. Ktoś powie, że lepiej, bo zagrożenie jumactwem zniechęca niektórych do podejmowania artystycznych przedsięwzięć. Żadna strona nie zdoła jednak przedstawić twardych dowodów. W tym momencie po napoleońsku moglibyśmy dać sobie spokój, ale mimo wszystko pociągnijmy wątek dalej.

Obiekcja historyczna: W czasach prenapsterowych kultura nie cierpiała bynajmniej na zatwardzenie. Mnóstwo wartościowych dzieł powstało także przed 1999 r. Niewykluczone, że w ostatniej dekadzie dzieł w ogóle powstało więcej, ale tutaj dochodzimy do...

...obiekcji jakościowej: Chłamu też jest coraz więcej. Niestety pani Basia i tamten człowiek-żenada, który śpiewa siedząc na kiblu, są również częścią kultury. Wysoce niepożądaną, ale niezaprzeczalną. Zły pieniądz wypiera dobry, o czym łatwo się przekonać, jeżeli poskaczemy przez chwilę po kanałach telewizyjnych tudzież zastanowimy się, na jakiego typu treści najłatwiej natknąć się w Sieci. Jeżeli tempo pauperyzacji kultury ma się utrzymać i jeżeli odtrutkę ma stanowić uczynienie z kultury towaru odrobinę elitarnego, niedostępnego każdemu i wszędzie, to ja jestem za.

Na zakończenie coś na poprawę humoru. Wiem, że wszyscy widzieliśmy już wiele hitlerprzeróbek, wiem, że ta poniższa nie jest tak śmieszna jak ta — ale warto ją obejrzeć dla wrzuty na Pawlaka i dla rozbrajającej puenty.







Komentarze

Misiolak (2012-02-17 12:02:49)

Fundamentalna obiekcja metodologiczna - armaty są odlewane cały czas, ale póki co "napoleony" twierdzą, że zbyt cicho grzmią.Obiekcje historyczno-jakościowe - zasada Pareto pewnie i tu znajdzie zastosowanie, czyli dobrej twórczości ilościowo też jest więcej niż w 1999r.

Borys (2012-02-18 19:02:11)

Ad. armaty: Ba, pod poprzednią notką ostrzeliwujemy się już od przeszło stu komentarzy. :)Ad. Pareto: Na poznanie wszystkiego dobrego i tak nie starczy mi czasu, a ciągłe natykanie się na przejawy kulturalnego dna psuje mój humor.