Blogrys

Wszystkie wieczności

Czytasz starą notkę zaimportowaną z WordPressa. Niektóre elementy układu stron – w szczególności rozmiary i zakotwiczanie ilustracji oraz światło – mogą pozostawiać sporo do życzenia. Gdzieniegdzie wyparowały też multimedia, w szczególności zagnieżdżone wideo z YT.

Najciekawszym zagadnieniem związanym z podróżowaniem w czasie nie jest wcale przewałkowany i oklepany (choć co prawda daleki od definitywnego rozwiązania) paradoks dziadka. O wiele bardziej inspirujące wydaje się pytanie o stopień inercji historii, historii postrzeganej zarówno w skali dziejów ludzkości jak i losów pojedynczego człowieka.

O co dokładnie chodzi? Kanoniczny przykład wygląda tak: Przenosimy się do maja 1889 roku, do Gasthof zum Pommer na ówczesnych Austro-Węgrzech. Znajdujemy właściwy dom, wykorzystujemy chwilę nieuwagi Aloisa i Klary, wykradamy z kołyski malutkiego Adolfa i niezwłocznie topimy noworodka w najbliższej studni*. Potem wracamy do teraźniejszości. Co zastaniemy? Świat, w którym nigdy nie doszło do II Wojny Światowej i do okropieństw Holokaustu? A może po prostu Führerem zostałby ktoś inny?

Powyższy problem nie należy do oryginalnych i historycy już się nad nim zastanawiali -- wszystko wskazuje na to, że Hitlera po prostu ktoś by zastąpił. Przykład miał posłużyć jedynie za ilustrację, mnie interesuje perspektywa znacznie szersza: Jakim torem biegnie historia? Czy o wszystkim decyduje przypadek, a raczej setki milionów poszczególnych przypadków? Czy może raczej dzieje poruszają się po torze będącym historiozoficznym odpowiednikiem krzywej geodezyjnej; czy obowiązuje tu jakaś analogia dla fizycznej zasady Hamiltona, głoszącej, że cząsteczki wędrują po "najprostszych" ścieżkach?**

Wyobraźmy sobie, że podróżujemy w przeszłość do, dajmy na to szesnastowiecznego Paryża i przestawiamy dzbanek stojący na jakimś parapecie. Czy właśnie zmieniliśmy historię? Pierwsza odpowiedź jaka się nasuwa, brzmi: Oczywiście, że nie! Jednak po chwili zastanowienia pojawiają się wątpliwości, bo wszyscy przecież doświadczyliśmy sytuacji, w której drobiazg okazał się mieć znaczenie dla jakiejś nieco istotniejszej sytuacji. A ta -- dla następnej, znów trochę ważniejszej. Kostki domina zaczynają się przewracać. Przestawienie dzbanka spowodowało, że tego samego dnia stłukł go przeciąg. Ktoś musiał pójść na stragan po nowy i przez to nie spotkał się z kimś innym. Jakieś słowa nie zostały nigdy wypowiedziane, jakiejś informacji nigdy nie przekazano. Ktoś zachował się przez to inaczej w pewnej ważkiej sprawie, co miał poważne reperkusje polityczne na szczeblu lokalnym. Te z kolei -- na szczeblu regionalnym. I tak dalej, i tak dalej. Kostki domina przewracają się coraz szybciej. Pięćset lat później świat, przez jeden paryski dzbanek, wygląda zupełnie inaczej.

Ale przecież motyl w Tokio wcale nie musi wywołać huraganu w Kansas. Może być zupełnie odwrotnie -- historia jest bezwładna, ociężała, leniwa. Dzieje naszego świata nie są przypadkowe, wręcz przeciwnie: każdy inny bieg wydarzeń byłby zupełnie nieprawdopodobny lub nawet niemożliwy. Jeden dzbanek nic nie znaczy. Jeżeli natomiast czasonauta uprze się i zacznie wprowadzać naprawdę duże zmiany, to następstwa w najlepszym razie będą krótkoterminowe. Wkrótce odkształcona historia powróci do swojej pierwotnej formy. Być może do niektórych wydarzeń dojdzie później, do innych wcale, ale na dłuższą metę zmienić czasu się nie uda.

Jeśli założymy prawdziwość drugiej z wymienionych opcji, natychmiast pojawi się pytanie o Wyższą Siłę. Co sprawia, że historia musi biec tak, a nie inaczej? Przeznaczenie? Bóg? Kosmos? A może po prostu dziejami społeczeństw rządzą precyzyjne mechanizmy socjologiczne i psychologiczne, mechanizmy, które dzisiejsi socjologowie i psychologowie dopiero zaczynają poznawać (albo nawet jeszcze nie zaczęli). Historia stałaby się więc nauką ścisłą, a Asimov miałby słuszność. Psychohistoria okazałaby się nie nośnym wymysłem literackim, lecz nową gałęzią wiedzy.

Zainteresowanych tematem odsyłam do powieści Koniec Wieczności autorstwa Isaaca Asimova właśnie, do opowiadania Ziemia Chrystusa Jacka Dukaja, a nawet do thrillera Grom Deana Koontza. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że powinien polecić również lekturę Dukajowego Lodu... ale nie polecę, bo sam jeszcze nie czytałem.

* Zręcznym łukiem wyminę oczywisty problem etyczny: Czy byłoby dopuszczalne zabicie lub unieszkodliwienie kogoś, kto dopuścił się potwornych czynów, zanim rzeczona osoba je popełniła? To temat na zupełnie inną notkę... której na razie nie przewiduję, ale zawsze możecie obejrzeć (lub przeczytać) Raport mniejszości.

** Nie-ścisłym daruję szczegóły techniczne, ale kto o zasadzie Hamiltona nigdy nie słyszał, niech wie, że to jedna z najpiękniejszych, najelegantszych i zarazem najbardziej fundamentalnych reguł fizyki teoretycznej. Z całego serca polecam opowiadanie science-fiction Teda Chianga pt. Historia twojego życia.

____________________
Autorem zdjęcia nagłówkowego jest Marc Soller.






Komentarze

mwisniewski (2008-06-12 00:06:27)

Widzisz, Borysie, wszystkiemu jest winny Duch Obiektywny.Będzie jeszcze coś z pogranicza filozofii? Będziesz kopał leżącego? Nie ma co, trafiłeś z tą notką. Nie ma co. :)

Borys (2008-06-12 00:06:48)

No tak. Przecież Hegel. Dopiero Ty mi przypomniałeś, że i jego mogłem dodać do notki. :)

JJThompson (2008-06-12 08:06:16)



Dukaj w "Lodzie" wysuwa dość ciekawe koncepcje i po części odpowiada na Twoje pytanie - istnieje tylko teraźniejszość. Przeszłość i przyszłość jest tylko abstrakcyjną formą ulokowaną w naszym mózgu, narzędziem ewolucji - przekaźnikiem informacji poprzednich stanów danego układu. Można by powiedzieć, że istnieje albo tylko nasz jeden wszechświat, albo istnieje ich kwantowo nieskończona ilość, a układ w którym się aktualnie znajdujemy jest tylko jednym z możliwych ustawień cząstek w kwantowej zupie historii. To z punktu widzenia topologa jest równoważne, bo dla nas, istot będących składowymi wszechświata nie bardzo jest jak się z niego wyrwać i nie ma istotnego znaczenia, czy inne wszechświaty istnieją namacalnie, czy tylko w wyimaginowanej przestrzeni Hilberta.Czy przesunięcie danego przedmiotu w przeszłości zmieniłoby historię?Tak, bo to już jest inny wszechświat, inne ustawienie atomów. Może jednak dojść do transpozycji i układ wróci do stanu w którym się teraz znajdujemy. Podobnie jak w partii szachów często przesuwając figury w różny sposób dochodzi do tych samych pozycji. Ustawień jest skończona ilość, podobnie jak ustawień atomów we wszechświecie, ale już ścieżek dojścia do danego ustawienia może być nieskończona ilość. Chyba, że wyeliminujemy cykle, które są powodem owej nieskończoności. Wtedy mamy skończoną ilość wszechświatów i skończoną ilość ścieżek.Uf, ale się rozpisałem ; )

mwisniewski (2008-06-12 11:06:46)

Mam nadzieję, że to nie jest gigantyczny spoiler? :)

JJThompson (2008-06-12 11:06:53)

Nie, nie zdradzam istotnych szczegółów fabuły. Możesz czytać spokojnie ; )

Staszek (2008-06-14 00:06:19)

Ściślej: Dymkowski pisze o obu, o historycznej nawet bardziej. :)

Staszek (2008-06-14 00:06:41)



Maciej Dymkowski pisze o dyscyplinie zwanej psychohistorią. Jest także psychologia historyczna. Ta pierwsza korzysta głównie z koncepcji psychoanalitycznych, ta druga czerpie w zasadzie ze wszystkich nurtów psychologii.OIDP.

JCF (2008-06-14 10:06:01)



Niezły wpis.Piszesz o podróżach w czasie - a ja bym zadał pytanie - czyste sf - czy istniałaby możliwość "zatrzymania" czasu? Nie ruch w przeszłość, nie rzeka czasu, a zwykłe zatrzymanie zegarka?Nie łapię troszkę tego fragmentu o aspektach socjologicznych i psychologicznych - jeśli mają sterować biegiem historii, to co je powoduje? Dlaczego społeczeństwo zachowa się w określony sposób, popychając świat na określone tory? A jednostka - skąd ma wziąć się bodziec, poprzez który będzie wpływać na historię? Sądzę, że odrobinę się zagalopowałeś - wyższa siła tak, ale akcja oddolna - raczej nie.

JJThompson (2008-06-14 11:06:11)



@JFC >> czy istniałaby możliwość "zatrzymania" czasu?Tak, jeślibyś zamroził wszystkie atomy do zera absolutnego -> zatrzymał ich ruch.>> Nie łapię troszkę tego fragmentu o aspektach socjologicznych i psychologicznych - jeśli mają sterować biegiem historii, to co je powoduje?Widzisz, zależności między ludźmi, społecznościami można opisać jako pewien układ. Jednostka może wpływać na stan tego układu, ale tylko jeśli ma poparcie społeczne. Dla przykładu: nie byłoby Hitlera gdyby nie traktat wersalski, wielki kryzys na świecie itd. Hitler był tylko pochodną nastrojów społecznych i logicznie rozumując, gdyby się nie urodził pojawiłby się na jego miejscu ktoś inny, kto spełniałby taką samą funkcję. Jednak wszechświat bez Hitlera byłby zupełnie innym wszechświatem. Nie wiadomo czy np. postać, która by weszła na jego miejsce np. by nie wygrała II wojny światowej prowadząc zupełnie inaczej działania wojenne [np. skupiając się tylko na Europie, a Afrykę zostawiając w spokoju].>> wyższa siła tak, ale akcja oddolna - raczej nie.Borys: "Ale przecież motyl w Tokio wcale nie musi wywołać huraganu w Kansas"Nie musi, ale może : )

mwisniewski (2008-06-14 11:06:29)

Jednostka nie ma tu nic do gadania. "Dziejąca się" rzeczywistość, Absolut, ewoluując, realizuje się w świadomości subiektywnej - czyli świadomości człowieka, przez jego czyny i tak dalej - potem przechodzi przez świadomość obiektywną (np. prawa), a potem osiąga świadomość absolutną. Coś takiego wymyślił Hegel. :)

JJThompson (2008-06-14 12:06:12)



@Mateusz To usiądź i nic nie rób.I nie ma sprzeczności w tym co napisałem, a poglądami Hegla. Tak jak w różny sposób powstaje trójkąt Sierpińskiego, czy inny Mandelbrotg, tak samo w różny sposób dochodzi do różnych stanów społeczeństw na świecie. Różnica może polegać tylko na tym, że w jednym wszechświecie mamy supremację demokratycznych USA, a w drugim nazistowskich Niemiec. Z topologicznego punktu widzenia nie ma różnicy. Z punktu widzenia jednostki - ogromna : )

Anonymous (2008-06-14 12:06:56)



"Absolut, ewoluując, realizuje się w świadomości subiektywnej"Pytanie pomocnicze - czy musi się realizować w jeden konkretnie określony sposób?

mwisniewski (2008-06-14 13:06:17)

JJThompson - chciałbym, ale muszę zakuwać do egzaminu z filozofii. :)Oczywiście, poglądy Hegla nie kłócą się z tym, co napisałeś, oba nasze komcie stanowią odpowiedź na pytania Jeremiaha, a pisane były mniej więcej w tym samym momencie. Anonymous - zdaje się, że tak. Mogę o to zapytać na ustnej części egzaminu. :)

JJThompson (2008-06-14 13:06:20)



>> chciałbym, ale muszę zakuwać do egzaminu z filozofii. :)Realizujesz absolut w swojej świadomości subiektywnej? :)A gdybyś tak jednak się nie uczył i nie zdał egzaminu to nie będzie to realizacja ewoluującego absolutu? Miałoby to swoje konsekwencje, np. skutkujące zmianą kierunku studiów, co zmieniłoby nie tylko Twoją przyszłość, ale również przyszłość wszechświata [która istnieje w abstrakcyjnej "zupie kwantowej"].

mwisniewski (2008-06-14 15:06:43)

"A gdybyś tak jednak się nie uczył i nie zdał egzaminu to nie będzie to realizacja ewoluującego absolutu?"Ja nie wiem, jak mnie Absolut chce wykorzystać...No i nie jestem orędownikiem Hegla, chciałbym po prostu zaliczyć egzamin. :)

JCF (2008-06-14 15:06:50)



@JJThompson - Hm... a jeśli zamrożę tylko jeden przedmiot? Czy wypadnie z biegu historii czy może uzyska jakiś inny status?A co jeśli "zamrożę" jakąś jednostkę? Czy zostanie na zawsze zatrzymana w jednym miejscu, dojdzie do jakiegoś zapętlenia? Czy można byłoby w ten sposób "wyłączyć kogoś z istnienia"?

JJThompson (2008-06-14 17:06:45)



@JCF Nie wiem co rozumiesz przez pojęcie "historii". Ja rozumiem przez to ciąg stanów układu atomów we wszechświecie. Przez "wstrzymanie czasu" rozumiem właśnie pozostawienie stanu takim jaki jest. Przyszłość i przeszłość nie istnieją, ale układ może pamiętać swoje poprzednie stany. Jak można cofnąć się w przeszłość? Zmieniając wszystkie elementy układu do stanu takiego jaki istniał odpowiednią ilość chrononów temu. Wyobraźmy sobie, że zmieniamy wszystko oprócz naszej pamięci. Czy jest to ten sam wszechświat co x lat temu? Nie, bo nie wszystkie elementy układu są na swoim miejscu. Jednak w tym wszechświecie jesteśmy bogatsi [dosłownie] o wiedzę jak układ może wyglądać jak postąpimy w ten czy inny sposób. Mamy "pamięć z przyszłości" :)Pytanie kontrolne: Znajdujemy się w przyszłości czy w przeszłości? :)>> A co jeśli "zamrożę" jakąś jednostkę? Czy zostanie na zawsze zatrzymana w jednym>>miejscu, dojdzie do jakiegoś zapętlenia? Czy można byłoby w ten sposób "wyłączyć>>kogoś z istnienia"Musiałbyś stworzyć układ ograniczony próżnią żeby nie podwyższać jego temperatury przez stykanie się z innymi cząstkami. Wtedy miałbyś coś w rodzaju hibernacji, tyle, że absolutnej. Nie wiem czy jest to fizycznie wykonalne, pytaj Borysa, albo jakiegoś innego fizyka ; )Czy człowiek by to przeżył? Nie wiem. One pewnie tak:http://en.wikipedia.org/wiki/Tardigrada

Borys (2008-06-14 21:06:45)

Originally posted by Scobin:

Maciej Dymkowski pisze o dyscyplinie zwanej psychohistorią. Jest także psychologia historyczna. Ta pierwsza korzysta głównie z koncepcji psychoanalitycznych, ta druga czerpie w zasadzie ze wszystkich nurtów psychologii.
Wygląda jednak na to, że mowa o dwóch różnych psychohistoriach. :) Ta "prawdziwa" opisana jest tutaj:http://en.wikipedia.org/wiki/Psychohistorya ta Asimovska, wymyślona, o której wspominam w notce, tutaj:http://en.wikipedia.org/wiki/Psychohistory_%28fictional%29Originally posted by JCF:
Piszesz o podróżach w czasie - a ja bym zadał pytanie - czyste sf - czy istniałaby możliwość "zatrzymania" czasu? Nie ruch w przeszłość, nie rzeka czasu, a zwykłe zatrzymanie zegarka?
Spróbuję sprytnie wymigać się od odpowiedzi -- czy tak postawione pytanie w ogóle ma sens? :) Jeżeli Twój czas również by się zatrzymał, to skąd byś się o tym dowiedział? Jeśli stwierdzę, że dokładnie co 108 minut :) czas zatrzymuje się na 10 metasekund, jest to pogląd nie do obalenia.Jeżeli masz natomiast na myśli swoiste "wyjście poza czas", tak jak w teledysku do "Freestylera", to... nie wiem, jak hipotetycznie dałoby się to zrealizować, i fizyka chyba też nie. Ogólna teoria względności przypuszcza, że czas stoi w miejscu w osobliwościach, czyli wewnątrz czarnych dziur. "Przypuszcza", bo w gruncie rzeczy współczesna fizyka nie radzi sobie z opisem tak ekstremalnie egzotycznych miejsc i może snuć tylko domysły. Święty Graal fizyki stanowi obecnie tzw. Teoria Wszystkiego, czyli formalizm, który połączy (ogólną) teorię względności Einsteina z mechaniką kwantową. Jeżeli Teoria Wszystkiego naprawdę będzie teorią wszystkiego, to wyjaśni, co dzieje się w osobliwościach (i czym dokładnie był Wielki Wybuch).Czas może więc w osobliwościach stać w miejscu w takim sensie, w jakim o to pytasz, ale osobliwości i tak nie da się zaobserwować bezpośrednio, jako że chronione są one przed wzrokiem ciekawskich przez horyzont zdarzeń, czyli powierzchnię czarnej dziury. Istnieje nawet takie powiedzonko fizyczne: "Nie ma nagich osobliwości". :)Czas stoi też w miejscu dla promieni świetlnych. Teoria względności głosi, że wszystko porusza się przez czasoprzestrzeń z prędkością światła (gwoli ścisłości, ujemną prędkością światła, ale lepiej nie pytać, co w tym kontekście oznacza ujemność), lecz w przypadku obiektów, z którymi stykamy się na co dzień, znakomita część tej prędkości poświęcona jest na przemieszczanie się w kierunku czasowym. Innymi słowy, w normalnych okolicznościach Jeremiah Covenant porusza się "całą naprzód" w przyszłość. Okoliczności zrobią się nienormalne, jeśli wsiądziesz do statku kosmicznego i zaczniesz podróżować z szybkością zbliżoną do szybkości światła. Wtedy spory ułamek Twojej prędkości czasoprzestrzennej (tej, o której pisałem na początku akapitu) zostanie "oddelegowany" na przemieszczanie się w przestrzeni. Tym sposobem będziesz poruszał się wolniej ku przyszłości. A z punktu widzenia zewnętrznych obserwatorów Twój zegarek zwolni. To właśnie słynna einsteinowska dylatacja czasu.(Dla zdezorientowanych prosty przykład: Wyobraźcie sobie samochód, który jedzie stówą na północ. Kierunek północ-południe to czas, więc samochód podąża z pełną prędkością ku przyszłości. Jeżeli jednak odbije lekko na wschód lub zachód, utrzymując jednocześnie strzałkę szybkościomierza na setce, będzie jechał trochę wolniej w kierunku północnym. Kierunek wschód-zachód to przestrzeń. Samochód przemierza przestrzeń kosztem swojej szybkości w czasie.)Konkludując: Gdybyś rozpędził się do szybkości światła, to czas stanąłby dla Ciebie w miejscu. Ale po pierwsze Ty byś o tym nie wiedział (bo byś się "zawiesił" w czasoprzestrzeni), a po drugie i tak nigdy nie osiągniesz prędkości światła, ponieważ posiadasz masę. Możesz jednak zbliżyć się do szybkości światła dowolnie blisko. Wtedy z Twojego punktu widzenia wszystko będzie (mniej więcej) po staremu, ale czas za oknem zwolni niemalże do zera.Originally posted by JJThompson:
Tak, jeślibyś zamroził wszystkie atomy do zera absolutnego -> zatrzymał ich ruch.
Niestety, zero absolutne jest nieosiągalne, tak samo jak prędkość światła. Trzecie prawo termodynamiki się kłania. :) Poza tym "zamrażanie świata" nie ma tak naprawdę nic wspólnego z wpływaniem na bieg czasu w absolutnym sensie tego słowa. Gdybyśmy wsadzili kogoś do superlodówki, nie wstrzymalibyśmy jego biegu w czasie, ale po prostu zabili gościa (co poniekąd na jedno wychodzi, ale tylko poniekąd). :)Originally posted by JCF:
Nie łapię troszkę tego fragmentu o aspektach socjologicznych i psychologicznych - jeśli mają sterować biegiem historii, to co je powoduje?
Na fundamentalnym poziomie mogą wynikać z mechanizmów rządzących naszą świadomością. Mam tu na myśli analogię do działu fizyki zwanego mechaniką statystyczną. Niewielka bryła metalu składa się z ogromnej ilości atomów (jakiś miliard miliardów miliardów). Zachowanie każdego atomu da się (teoretycznie) opisać osobno, ale w praktyce jest to niewykonalne, przynajmniej na razie, bo nie mamy jeszcze dostatecznie mocnych komputerów. Jednakże odwołując się do metod fizyki statystycznej, możemy przeanalizować tworzoną przez atomy "całość" i w ten sposób wydedukować makroskopowe właściwości bryłki jak jej temperatura, przewodnictwo cieplne itd. Nie musimy przejmować się każdym atomem z osobna.Originally posted by JCF:
Dlaczego społeczeństwo zachowa się w określony sposób, popychając świat na określone tory? A jednostka - skąd ma wziąć się bodziec, poprzez który będzie wpływać na historię?
Jak wyżej. Chodziło mi o sumę działań wszystkich jednostek, a ponieważ jednostek jest wystarczająco dużo, nie ma znaczenia, czy jedna z nich zachowa się "niezwykle".Originally posted by JCF:
Sądzę, że odrobinę się zagalopowałeś - wyższa siła tak, ale akcja oddolna - raczej nie.
Nic nie poradzę. Jestem niewierzącym fizykiem o ciągotach redukcjonistycznych. :) Komplikacja wynika z wielu prostot.

Borys (2008-06-14 23:06:01)

"Postęp w nauce jest zwykle konsekwencją rezygnacji z założeń" D.J. Bohm
Spoko, ale ja nie mogę odpowiadać na pytanie Jeremiaha w kontekście fizyki jeszcze nieistniejącej. :) Oczywiście, wcale nie twierdzę, że obowiązujące dzisiaj w nauce zasady nigdy nie zostaną obalone przez nowe, lepsze. Wręcz przeciwnie.
Na bieg [ciąg stanów układu atomów] nie, ale na konkretny stan wszechświata już tak. Czym różni się pozycja na szachownicy ustawiona ad hoc od identycznej powstałej w wyniku trzydziestu ruchów?
Wiesz, powinniśmy chyba w takim razie zacząć od zdefiniowania pojęcia "czas". Ja używam go w kontekście einsteinowskim, czasoprzestrzennym.
Gościa tak, ale już te mikroby z linku do wiki są niepokojąco odpоrne, nie uważasz ;)
No tak, ale to akurat jest irrelewantne w tym momencie.

Anonymous (2008-06-14 23:06:17)



>> Niestety, zero absolutne jest nieosiągalne, tak samo jak prędkość światła. Trzecie>> prawo termodynamiki się kłania."Postęp w nauce jest zwykle konsekwencją rezygnacji z założeń" D.J. Bohm >> Poza tym "zamrażanie świata" nie ma tak naprawdę nic wspólnego z wpływaniem na>> bieg czasu w absolutnym sensie tego słowa.Na bieg [ciąg stanów układu atomów] nie, ale na konkretny stan wszechświata już tak. Czym różni się pozycja na szachownicy ustawiona ad hoc od identycznej powstałej w wyniku trzydziestu ruchów?>> Gdybyśmy wsadzili kogoś do superlodówki, nie wstrzymalibyśmy jego biegu w czasie,>> ale po prostu zabili gościa (co poniekąd na jedno wychodzi, ale tylko poniekąd)Gościa tak, ale już te mikroby z linku do wiki są niepokojąco odpоrne, nie uważasz ;)

Staszek (2008-06-15 08:06:30)



Dwie różne psychohistorie: true, true. :-)A w ogóle jestem pozytywnie zaskoczony dyskusją. Tylko że nie mam czasu jej przeczytać. :D

JCF (2008-06-29 11:06:43)



"Na fundamentalnym poziomie mogą wynikać z mechanizmów rządzących naszą świadomością. Mam tu na myśli analogię do działu fizyki zwanego mechaniką statystyczną. Niewielka bryła metalu składa się z ogromnej ilości atomów (jakiś miliard miliardów miliardów). Zachowanie każdego atomu da się (teoretycznie) opisać osobno, ale w praktyce jest to niewykonalne, przynajmniej na razie, bo nie mamy jeszcze dostatecznie mocnych komputerów. Jednakże odwołując się do metod fizyki statystycznej, możemy przeanalizować tworzoną przez atomy "całość" i w ten sposób wydedukować makroskopowe właściwości bryłki jak jej temperatura, przewodnictwo cieplne itd. Nie musimy przejmować się każdym atomem z osobna."Aż mi się indywidualizm metodologiczny przypomina i zajęcia z Teorii Polityki. Ale wracając do tematu - czyli czynisz założenie, iż społeczeństwo jest swojego rodzaju "bryłą" składającą się z "atomów", tak? I działaniami owych "atomów" kierują określone mechanizmy, zarazem popychające całe społeczeństwa na określone tory historii, hm? "Jak wyżej. Chodziło mi o sumę działań wszystkich jednostek, a ponieważ jednostek jest wystarczająco dużo, nie ma znaczenia, czy jedna z nich zachowa się "niezwykle"."Społeczeństwo jest podzielone na jakieś abstrakcyjne frakcje. I te frakcje, jako zbiór jednostek (nie pojedyncza jednostka), mają określone cele, popędy, podążają w jakąś tam stronę. Pytanie brzmi - czy mówisz o mechanizmach, które sterują ludźmi na poziomie niższychm niż interesy frakcji czy może zbiór celów owych frakcji kieruje społeczeństwo na wyżej wspominane tory historii?

Borys (2008-07-02 01:07:28)

Originally posted by JFC:

Ale wracając do tematu - czyli czynisz założenie, iż społeczeństwo jest swojego rodzaju "bryłą" składającą się z "atomów", tak? I działaniami owych "atomów" kierują określone mechanizmy, zarazem popychające całe społeczeństwa na określone tory historii, hm?
Aye. Sedno tkwi w tym, że ponieważ ludzi jest bardzo, bardzo dużo, suma postępowania uśredni się do jakiejś wartości -- nawet jeżeli każdy z nas posiada wolną wolę i w skali indywidualnej nie da się niczego przewidzieć.Originally posted by JFC:
Pytanie brzmi - czy mówisz o mechanizmach, które sterują ludźmi na poziomie niższychm niż interesy frakcji czy może zbiór celów owych frakcji kieruje społeczeństwo na wyżej wspominane tory historii?
Sądzę, że z powodzeniem da się mówić o obu płaszczyznach. Przede wszystkim każdym człowiekiem powodują określone impulsy natury biologicznej -- potrzeba snu, jedzenia i picia, popęd płciowy, w dalszej mierze jakieś zachcianki kulturalno-intelektualne itd. Całość tych impulsów można by opisać jako mechanizm "sterujący" człowiekiem. Tylko, jak zaznaczyłem powyżej, w skali indywidualnej rezultat jest w dużym stopniu niewiadomą. Przewidywalność pojawia się dopiero na poziomie społeczeństw.Ale z drugiej strony mamy też płaszczyznę wyższą, płaszczyznę "frakcji". Bo przecież ludzie zawierają różnego rodzaju "umowy społeczne" właśnie po to, by sprawniej radzić sobie z potrzebami biologicznymi -- czyli przede wszystkim z utrzymywaniem się przy życiu i przedłużaniem gatunku. Do tego dochodzi cała otoczka kulturalno-ekonomiczna, ale i ona nie wzięła się z powietrza.