Blogrys

Powrót wiedźmina

Czytasz starą notkę zaimportowaną z WordPressa. Niektóre elementy układu stron – w szczególności rozmiary i zakotwiczanie ilustracji oraz światło – mogą pozostawiać sporo do życzenia. Gdzieniegdzie wyparowały też multimedia, w szczególności zagnieżdżone wideo z YT.


Słynną serię książek Andrzeja Sapkowskiego przeczytałem późno, bo dopiero wiosną 2003 r. Od tamtej pory marzy mi się ekranizacja cyklu wiedźmińskiego z prawdziwego zdarzenia; ekranizacja najlepiej hollywoodzka, bo tylko taka gwarantuje odpowiedni budżet i (najprawdopodobniej) wysoką jakość. Niestety, wiele wskazuje na to, że to marzenie ściętej głowy. Tymczasem w przyszłym roku ma wreszcie ukazać się długo oczekiwana gra The Witcher. Twórca, CD Projekt Red Studio, zapowiada, że będzie to prawdziwy hit łączący w sobie największe zalety gier RPG i zręcznościówek. Cóż, trudno, żeby mówili cokolwiek innego, ale faktycznie istnieje spora szansa na to, że gra niewypałem się bynajmniej nie okaże. Sami przekonamy się na początku 2007 r., chyba że data premiery zostanie po raz n-ty przesunięta.

Natomiast wczoraj obejrzałem oficjalny trailer The Witcher stworzony przez samego Tomasza Bagińskiego (który jest autorem wszystkich przerywników filmowych, jakie znajdą się w grze). Marzenia o "porządnej ekranizacji" odżyły na nowo. Do tej pory zakładałem, że powinna być fabularna, ale teraz widzę, że animowana wersja także byłaby niezłym rozwiązaniem.

Czy wiedźmin ma szansę zainteresować Zachód na tyle, by znalazła się tam wola zrealizowania filmowej wersji Wiedźmina (o pieniądzach nie pisze, bo jeśli tylko znajdzie się wola, forsa nie będzie stanowić problemu)? W lutym, nakładem wydawnictwa Gollancz, ma ukazać się angielskie wydanie Ostatniego życzenia. Przeglądałem dwa przełożone opowiadania. Tłumaczenie nie zachwyca, ale istnieje szansa, że czytelników będzie w stanie zafascynować sama fabuła i pomysł -- bardzo dużo zależy tutaj od dobrego i aktywnego marketingu. Jeśli zainteresowanie książką nałoży się na zainteresowanie grą, być może wkrótce na język angielski zostanie przełożona reszta cyklu. A potem, może, może, książki przeczyta agent Petera Jacksona (czy reżyserzy mają agentów?), zamyśli się i zadzwoni do swojego pracodawcy z pewną propozycją...