Blogrys

Trzy szybkie spojrzenia na polską transformację

Czytasz starą notkę zaimportowaną z WordPressa. Niektóre elementy układu stron – w szczególności rozmiary i zakotwiczanie ilustracji oraz światło – mogą pozostawiać sporo do życzenia. Gdzieniegdzie wyparowały też multimedia, w szczególności zagnieżdżone wideo z YT.

strong

Patrząc na to co wydarzyło się w Polsce po ’89 roku wydaje mi się, że mamy ogromny problem z tym, że jesteśmy polonocentryczni. Zarówno apologeci polskiej transformacji i jej krytycy są tak obezwładnieni polską perspektywą, że (…) historia Polski tego okresu jest kompletnie przeinaczona.

Mamy w historii XX-wiecznej Polski takie momenty, kiedy to co się u nas działo miało oczywisty wymiar oryginalności – klasycznymi przykładami są: Powstanie Warszawskie i szerzej fenomen Armii Krajowej, albo Solidarność, szczególnie rok 1980. Akurat transformacja 1989 roku, podobnie jak chociażby sanacja w latach 20-tych i 30-tych były częścią bardzo szerokiego trendu. I w tym trendzie, jak dobrze się nad tym zastanowić, to faktycznie polska transformacja wyglądała trochę bezalternatywnie. (…)

Można było wykorzystać te trendy lepiej lub gorzej, ale raczej nie wchodziły w grę zupełnie inne rozwiązania. Polska na tym tle nie wypadła źle. Balcerowicz ówczesne trendy i polski potencjał wykorzystał, jeśli porównać z innymi reformatorami, optymalnie. Mamy wokół kraje, którym się mniej powiodło. (…)

Wspomniany przeze mnie polonocentryzm, jeżeli chodzi o pisanie historii – bo w tym sensie tego sformułowania używam – kompletnie nam odbiera zdolność do zbalansowanej oceny tamtego procesu. A w końcu historia jest po to by lepiej rozumieć.

– Paweł Kowal (4/4/2016)

Zmian, jakie zachodziły w Polsce po roku 1989 (a na świecie jeszcze wcześniej), nie można sprowadzić tylko do ekonomii. Istotną rolę w całym tym procesie odgrywał także język. Ludzie pokrzywdzeni przez transformację, ludzie, których los z wielu względów uległ pogorszeniu, nie posiadali słów, za pomocą których mogliby wyrazić niezadowolenie.

Narzucony słownik świetnie nadawał się do wychwalania wolnorynkowych reform – słabo do opisywania krzywd obywateli i obywatelek zostających z tyłu. Trudno było im winić neoliberalizm, ponieważ mało kto w ogóle znał ten termin. Nie bardzo można było też narzekać na sam kapitalizm, bo ten został skojarzony z wolnością, nowoczesnością i uniezależnieniem się od Rosji, czyli wszystkim tym, co piękne i wspaniałe.

Taka sytuacja sprawiła, że ludzie szukali innych wytłumaczeń swoich niepowodzeń. Część zaczęła oskarżać rządzących o korupcję, nawet gdy nie było ku temu dostatecznych dowodów. Niektórzy dawali się uwieść narracji nacjonalistycznej. Nie dlatego, że byli ze swojej istoty nacjonalistami, lecz dlatego, że nikt nie proponował alternatywnego języka, w którym mogliby wyrazić własny – odmienny od dominującego – punkt widzenia.

Tylko garstka osób mówiła o systemowych niesprawiedliwościach i podawała w wątpliwość wybraną przez Polskę wersję kapitalizmu, bardziej anglosaską niż skandynawską.

– Tomasz Markiewka (19/4/2017)

 

Polscy dokumentaliści lat 80. i 90. stracili strasznie dużo tematów. Nie powstał film dokumentalny o Kwaśniewskim. Nie powstał dokument o Lepperze. Nie powstał choćby duży, kręcony cztery, pięć lat film o Stadionie Dziesięciolecia, w którym można by pokazać nową klasę ekonomiczną w Polsce, która od łóżek polowych przez szczęki weszła do większego biznesu. To mogły być filmy, do których pokolenia by nawiązywały. (…)

Moim zdaniem nic się nie zmieniło. Doszły za to kolejne tematy. Można by nakręcić interesujący film dokumentalny pod tytułem Polskie drogi, którego bohaterem mógłby być mały podwykonawca jednej z polskich dróg ekspresowych czy autostrad, jego życie, praca, bankructwo. To się aż prosi o pokazanie.

– Artur Liebhart (2/8/2016)