Blogrys

Doktor No

Czytasz starą notkę zaimportowaną z WordPressa. Niektóre elementy układu stron – w szczególności rozmiary i zakotwiczanie ilustracji oraz światło – mogą pozostawiać sporo do życzenia. Gdzieniegdzie wyparowały też multimedia, w szczególności zagnieżdżone wideo z YT.


Niedawno odbyła się premiera Skyfall. Nowej części przygód Jamesa Bonda na razie nie widziałem, ale by uczcić pięćdziesiąte urodziny asa brytyjskiego wywiadu zacząłem oglądać cykl od początku na DVD. W poprzednim zdaniu mogłoby się niby znaleźć słowo "znowu", lecz w gruncie rzeczy większość filmów z 007 widziałem tylko raz i to na początku poprzedniej dekady.

Po obejrzeniu Dra No ze zdziwionym zadowoleniem stwierdzam, że do starych bondów wraca się bardzo przyjemnie. Doktor... zajął jednak nie bez kozery bardzo wysokie miejsce w Esensyjnym rankingu. Niektóre z kolejnych części będzie się pewnie oglądało opоrniej.

O JB nie wypada wspominać w Filmorysie. Te filmy zasługują na oddzielną kategorię notek. Zwykłe recenzje ocierałyby się jednak o banał. Zdecydowałem się więc na przegląd najlepszych scen. Oczywiście subiektywnie, po siedem z każdego filmu. ...


007. O Ursuli Andress, wynurzającej się niczym Afrodyta z morskiej piany, ktoś kiedyś napisał już pewnie pracę naukową. Jasne, Szwajcarka była jedną z najseksowniejszych bondowskich dziewczyn, a samo ujęcie jest ikoniczne. Niemniej Honey Ryder była wymieniana już w tylu różnych bondowskich rankingach, że gdybym tutaj umieścił ją na wyższej pozycji, popadłbym natychmiast w banał, którego przecież chcę się wystrzegać.

006. Wolę więc przypomnieć, że w tej samie scenie Bond... śpiewał Under the Mango Tree kusząc niczym Homerowska syrena piękną nieznajomą w bikini. Bond śpiewał wówczas pierwszy i jak dotąd ostatni raz w całej serii. Może jak już zrobią z niego Murzyna-geja, to przyjdzie też czas na nakręcenie musicalu?

005. Jaką bronią posługuje się 007 w swoim debiucie? Oczywiście Waltherem PPK. Jaką bronią chciałby się posługiwać? Berettą M1934, której celność sobie bardzo chwali. Ale M. na koniec odprawy bezlitośnie każe mu ją zdać. Za nakazem szefa stał pewnie rusznikarski patriotyzm.

004. Ten wykres pokazuje, ile razy Bond wypijał, zaliczał i zabijał. Nie pokazuje, jak często próbowano ukatrupić jego samego. Zamachy na życie 007 czasami były pomysłowe — w Dr. No wpuszczono mu na przykład do łóżka tarantulę. Ujęcie wyszło mało naturalnie, bo widać, że dostępu do ramienia Seana Connery'ego tak naprawdę broniła pająkowi szyba. Przynajmniej teraz każdy z nas może choć przez chwilkę poczuć się jak Bond ubijając jakiegoś robala butem.

003. Z dra Juliusa No był niezły kozak. Pół-Chińczyk, pół-Niemiec (na dodatek grany przez Kanadyjczyka), który z profesora geologii, a więc osoby stojącej wyżej w hierarchii akademickiej, uczynił swojego przydupasa. Na dodatek podczas pamiętnej kolacji próbował zwerbować samego Jamesa Bonda. Ciekawe, jak wyglądałyby następne dwadzieścia dwa filmy, gdyby Bond zgodził się wtedy na wstąpienie w szeregi SPECTRE?

002. Przez pięćdziesiąt lat zdążyliśmy przyzwyczaić się i do Bondowskich manieryzmów, i do jego agenturalnej bezwzględności. Jednak w 1962 r. był to protagonista zupełnie nowego typu. W ówczesnym kinie nieczęsto zdarzało się, żeby bohater strzelał z bliskiej odległości do nieuzbrojonego przeciwnika, a potem dla pewności posyłał mu kulkę w plecy. (Pomińmy niewygodny dla tezy fakt, że profesor Dent był nieuzbrojony tylko dlatego, że przed chwilą wystrzelał magazynek próbując zamordować pozornie śpiącego Bonda).

001. Tytuł pierwszego filmu z Jamesem Bondem znają wszyscy. Nie wszyscy jednak pamiętają, w jakich okolicznościach 007 pojawił się Dr. No po raz pierwszy na ekranie. Otóż widzowie poznali go, gdy grał w bakarata mając za przeciwniczkę uwodzicielską Sylvię Trench. Ich wymiana zdań powinna być przytaczana częściej:

— Podziwiam pani odwagę, panno...?
— Trench. Sylvia Trench. Ja podziwiam pańskie szczęście, panie...?
— Bond. James Bond.