Blogrys

Jackson

Czytasz starą notkę zaimportowaną z WordPressa. Niektóre elementy układu stron – w szczególności rozmiary i zakotwiczanie ilustracji oraz światło – mogą pozostawiać sporo do życzenia. Gdzieniegdzie wyparowały też multimedia, w szczególności zagnieżdżone wideo z YT.

Gdy TVN24 transmitowało uroczystości pogrzebowe Michaela Jacksona, do studia zaproszono jego imiennika, Michała Wiśniewskiego, który opowiadał publiczności, jak to właściwie jest być Królem Popu...

Michael i ja zawsze jakoś żyliśmy obok siebie. Jego kawałki nieodmiennie wpadały mi w ucho, ale nigdy nie robiły na mnie wielkiego wrażenia. Dopiero gdy po śmierci Jacksona, poniesiony falą pośmiertnego hype'u, odświeżyłem największe przeboje artysty, uświadomiłem sobie, że w gruncie rzeczy jego muzyka była dużo ciekawsza -- i, nie bójmy się tego słowa, ambitniejsza -- niż skłonny byłbym przypuszczać.

W miesięcznicę śmierci Króla Popu przedstawiam ranking dziesięciu -- moim zdaniem -- najlepszych utworów Michaela. Adnotacja o "moim zdaniu" nie pojawia się pro forma. Na szczycie podobnych rankingów prawie zawsze występuje para Thriller i Billie Jean. U mnie tych dwóch utworów nie znajdziecie w ogóle, a to z tego prostego powodu, że w dyskografii Jacksona bez trudu odnajduję dziesięć lepszych. Przypuszczam zresztą, że o popularności Thrillera i Billie Jean w dużym stopniu zdecydowały, odpowiednio, względy wizualne (teledysk) i choreograficzne (moonwalk) -- a nie tylko muzyczne.

Nie twierdzę, że poniższa notka powstałaby, gdyby Michael nie umarł. Nie powstała jednak tylko dlatego, że umarł.

10. State of Shock
(niewydana)

State of Shock ukazał się co prawda w 1984 r. na albumie Victory. Jacksonowie wystąpili tam razem z Mickiem Jaggerem. Ja jednak mam tu na myśli wersję wcześniejszą, nie wydaną oficjalnie, w której Michael zaśpiewał razem z... Freddiem Mercury. I to wcale nie mokry sen miłośnika popu. Wersja z Jaggerem ma rzecz jasna zdecydowanie lepszą jakość, ponieważ została wyprodukowana w profesjonalnym studio, podczas gdy wersja z Mercurym to zaledwie wstępna przymiarka. Wszyscy pozostający przy zdrowych zmysłach powinni się jednak zgodzić, że porzucenie oryginalnego zamysłu było jedną z Historycznych Złych Decyzji.

9. Black or White
(Dangerous, 1991)

Jedyną wadą Black or White jest jej polityczna poprawność, nie zmącona szczególnie łapaniem się za krocze i wybijaniem szyb. Nie oczekuję oczywiście, żeby Michael promował rasizm, ale utwory z bardzo jednoznacznym przesłaniem czasem się udają... a czasami nie. Earth Song bez wątpienia zaliczyć należy do tej pierwszej grupy, Black or White jest zdecydowanie bliżej tej drugiej. Sytuację ratują chwytliwy refren oraz gościnny występ Slasha i Macaulay Culkina (gdy jeszcze był fajnym smołyszem).

8. Human Nature
(Thriller, 1983)

W poniższym zestawieniu Human Nature rywalizowało z Heal the World. Zwyciężyła Ludzka natura, gdyż jest bezpretensjonalną balladą o pożądaniu, na dodatek z urzekającą linią melodyczną. Poza tym mam słabość do piosenek, w których pojawia się motyw miasta nocą (Summer in the City FTW). Co prawda do Human Nature nie nakręcono nigdy wideoklipu, ale trudno mówić tu o przewadze Heal the World, bo w tamtejszym teledysku pojawia się z kolei młody 50 Cent.

Na deser: Cover Human Nature w wykonaniu Milesa Davisa.

7. Wanna Be Startin' Something
(Thriller, 1983)

Wanna Be Startin' Something ze względu na swój tytuł mogłaby otwierać dzisiejszy ranking, tak jak otwierała niejeden koncert Jacksona. Stwierdziłem jednak, że jest na tyle fajna, iż zasługuje na przeniesienie o kilka pozycji do góry. "Fajna" to najlepsze słowo, bo nic więcej się o niej powiedzieć nie da. Duże tempo i chwytliwy refren -- tylko i aż. W sam raz na wygranie Eurowizji (pamiętajcie, że w moich ustach to komplement!).

6. Earth Song
(HIStory, 1995)

Przy okazji Earth Song dwa spostrzeżenia. Po pierwsze: W klipie do utworu pojawia się krótkie ujęcie, w którym ludzka dłoń pragnie dotknąć kory drzewa, ale musi się szybko cofnąć, gdy inna dłoń przykłada do pnia ostrze piły spalinowej. Siła oddziaływania wprost proporcjonalna do prostoty przekazu. Po drugie: O klasie danego wykonawcy decyduje między innymi to, czy nagrał jakąś udaną piosenkę o ekologii. Michael nagrał. Queen nagrał (bo The Prophet's Song bez trudu da się zinterpretować w ten sposób). The Prodigy nie nagrał. Feel nie nagrał.

5. Say Say Say
(Pipes of Peace, 1983)

Casus Mów mów mów świadczy albo o mojej muzycznej ignorancji, albo o ogromnym wpływie, jaki Michael Jackson wywarł na popkulturę. Z oczywistych względów jestem zwolennikiem tej drugiej opcji. Otóż choć piosenkę znałem "od zawsze", to dopiero kilka tygodni temu, już po śmierci Michaela, zorientowałem się, że to on jest jej (współ)autorem i że to on śpiewa ten niesamowicie chwytliwy refren z siedzeniem w domu przy telefonie i "u u u u". Mogłem to oczywiście sprawdzić dużo, dużo wcześniej, ale nigdy nie czułem takiej potrzeby. Say Say Say po prostu BYŁA -- jako immanentna część otaczającej mnie popkultury. A ponieważ w wideoklipie pojawia się gościnnie Mr. T, koniecznie trzeba napisać, niejako przy okazji, że żal mi głupca, który nie trawi muzyki Jacksona.

4. Smooth Criminal
(Bad, 1988)

...Ale czy takie jednostki w ogóle istnieją? Otóż tak. Wojciech Orliński przyznał się do tego bez ogródek na swoim blogu, a w komentarzach pod notką napisał:

No właśnie ja go nienawidziłem głównie za ten piskliwy głosik (z tym trejdmarkowym hiiii-hiii) na czele. No i oczywiście w związku z tym całe to showmaństwo budowane na udawaniu Bardzo Głośnego Gangstera (oooh, I'm baad, really really baaad, so just beat it, hiiii hiiii) było kretyńskie - jak ktoś, kto robi hiiiii-hiii, pi pi pi, może wyglądać groźnie? Co z niego za gangster? Najwyżej taki jak z komediowej kreacji Johna Turturro z Lebowskiego.

Odpowiadam: W roli gangstera zdecydowanie wolę "piskliwego" Jacksona, robiącego hiii-hi i tańczącego w białej marynarce w jakiejś spelunie, aniżeli czarnoskórego, błyszczącego blingiem rapera, masturbującego się myślą, jaka to będzie strata dla świata, gdy w końcu złapie go policja (np. za przekroczenie prędkości).

Bo przestępca, żeby być cool, powinien być smooth.

3. Give In To Me
(Dangerous, 1993)

Wywód przy poprzedniej pozycji był długi, więc teraz wypada się streścić: Give In To Me to pełna pasji piosenka o miłości. I zarazem znakomite połączenie popu z hard rockiem. Właśnie dlatego trzecie miejsce.

2. They Don't Care About Us
(HIStory, 1996)

Beat me, hate me. O They Don't Care About Us można by się rozpisywać długo. You can never break me. Na przykład, że nakręcono do niej dwa oficjalne wideoklipy, i że oba reżyserował Spike Lee. Will me, thrill me. I że drugi z nich ugrzecznione stacje telewizyjne uznały za zbyt brutalny, ponieważ wpleciono w niego autentyczne nagrania przypadków łamania praw człowieka. You can never kill me. I że fanatycy politycznej poprawności uczepili się słów "zżydź mnie" oskarżając Jacksona o propagowanie antysemityzmu -- zupełnie nie zwracając uwagi na kontekst, w jakim słowa te zostały użyte. Jew me, sue me.. I że pierwszy wideoklip nagrano wespół z grupą Olodum, co wpłynęło znaczącą na warstwę muzyczną utworu -- in plus. Everybody do me. I że w wersji "olodumowej" perkusja jest absolutnie wypaśna. Kick me, kike me. I że nawet hip-hopowy kawałek potrafi być zarąbisty, jeżeli śpiewa go Michael. Don't you black or white me.

1. Will You Be There
(Dangerous, 1993)

W pierwszym szkicu powyższego rankingu Will You Be There trafiło na trzecie miejsce, a na pierwszym znalazło się Give In To Me. Po paru dniach okazało się jednak, że w głowie brzęczy mi przede wszystkim Will..., no i trzeba było dokonać szybkiej roszady. Poza tym Will You Be There zdecydowanie lepiej nadaje się do uczczenia pamięci Michaela, tak pod względem muzycznym, jak i lirycznym.

Mike, you be there.






Komentarze

Piotr Potera (2009-07-27 12:17:00)

Moja piateczka:5. Smooth Criminal
4. Will yoi be there
3. They don't care about us
2. Leave me alone
1. Give in to me

Jeremiah (2009-07-26 10:33:00)

Też nie przepadam za Jacksonem, nie gniewaj się :)Z całego rankingu do gustu przypadły mi tylko trzy kawałki - "Smooth Criminal", "They Don't Care About Us" oraz "Say Say Say".Wjazd na gust Mateusza i Tomka nie uszedł mojej uwagi :P

Tomasz Sroczyński (2009-07-26 20:53:00)

Mi uszedł. Ja zwolennikiem The Prodigy i Feel'a nie jestem. Za to Queen'a tak.

Mateusz (2009-07-27 23:42:00)

To był jakiś wjazd? Myślałem, że pochwała.Ile dni spędziłeś na YouTube, żeby po śmierci Jacksona nadrobić zaległości i mieć materiał na Blogrysa? :)

Borys (2009-07-28 19:40:00)

@Mateusz: Pitnaście i pół!

Tomasz Sroczyński (2009-07-30 11:36:00)

Sporo. A ile do tego na blogu Orlińskiego?

Seji (2009-07-26 09:22:00)

Przez chwile myslalem, ze nie wymienisz Smooth Criminal - piosenka jest dobra, ale clip z "Moonwalkera" zawsze bedzie rzadzi.BTW lapania przez policje wole te wersje: http://www.youtube.com/embed/watch?v=E6Zc9NyYH-k ;)

Misiołak (2009-07-27 11:28:00)

Jackson królem był i basta.+1 za tekst o gangsta.

pusia (2009-10-30 14:10:32)

5.can you feel it4.dirty diana3.beat it2.thriller1.billie jeanCiezko wybrac ulubionych piec z tak wielu dobrych, bo np. human natur, off the wall, butterfly, the lady in my life,smmoth criminal, stranger in moscow to tez swietne kawalki.