Blogrys

Niewysłowione okrucieństwo Panisa

Czytasz starą notkę zaimportowaną z WordPressa. Niektóre elementy układu stron – w szczególności rozmiary i zakotwiczanie ilustracji oraz światło – mogą pozostawiać sporo do życzenia. Gdzieniegdzie wyparowały też multimedia, w szczególności zagnieżdżone wideo z YT.

Miecz Prawdy (Sword of Truth) Terry'ego Goodkinda jest jednym z fielkich cykli fantasy dwóch ostatnich dekad. Licząca jedenaście tomów epicka opowieść rozpoczęta została Pierwszym prawem magii (Wizard's First Rule) w 1994 r., a zakończona Spowiedniczką (Confessor) w 2007 r. Jej bohaterami są leśny dziad przewodnik Richard Cypher, Matka Spowiedniczka Kahlan Amnell i czarodziej Zeddicus Zu'l Zorander. Wspólnymi siłami starają się -- jakżeby inaczej -- powstrzymać niewyobrażalne zło zagrażające światu. O ile każdy z ośmiu pierwszych tomów cyklu pomyślany został jako poniekąd zamknięta całość, o tyle trzy ostatnie tworzą już jeden ciąg prowadzący do fabularnego zwieńczenia Miecza Prawdy. ...

W tym miejscu powinna zacząć się recenzja Wizard's First Rule, ale ponieważ cisnąłem książkę w kąt po sześćdziesięciu stronach i pięciu rozdziałach, zamiast recenzji będzie ostrzeżenie. Ostrzeżenie dotyczące w zasadzie Pierwszego prawa magii, ale myślę, że nie popełnię błędu, jeśli ekstrapoluję je na całą serię. Trzymajcie się od twórczości Goodkinda z daleka! Gdy pożyczałem Pierwsze prawo magii z biblioteki, miałem naprawdę niskie wymagania. Chciałem nieskomplikowanego czytadła, które pomogłoby mi "odreagowywać" lekturę trzech niebeletrystycznych tomiszczy. Dostałem... cóż, dostałem książkę, przy której proza Jordana jawi się jako całkiem niezła (nigdy nie myślałem, że to napiszę...).

Największą, gigantyczną wprost bolączką Pierwszego prawa magii są bohaterowie. Nie da się nawet o nich napisać, że są papierowi, bo papier nie płacze, a oni płaczą i wzruszają się bardzo często. Przypominają niestabilnie emocjonalnych nastolatków, ich relacje są zupełnie niewiarygodne, a dialogi do bólu sztuczne. Zauważcie, że jeśli po raptem sześćdziesięciu stronach lektury tak dobroduszny czytelnik jak ja wyrabia sobie tak skrajnie negatywną opinię, to coś musi być na rzeczy.

Z kolei o fabule wiele nie napiszę, bo jako że pierwszy tom liczy prawie 800 stron, po sześćdziesięciu akcja nie zdążyła się jeszcze rozkręcić. Jednakże te zalążki fabuły, z którymi miałem styczność, zapowiadały przeraźliwie sztampowe i przewidywalne głupoty. Młody chłopak i powiernik tajemniczej księgi ratuje z opresji piękną cudzoziemkę (w obowiązkowej białej sukni), razem ruszają prosić o pomoc mentora chłopaka, w międzyczasie w okolicznych lasach pojawiają się magiczne bestie, nieznajoma opowiada chłopakowi o Zagrożeniu ze Wschodu, bla bla bla.

Podobno Goodkind nie boi się umieszczać w swoich książkach odważnych scen, zarówno seksu jak i tortur. Po pierwszych pięciu rozdziałach ze znudzoną miną przewertowałem więc Pierwsze prawo magii w poszukiwaniu "momentów". Faktycznie. W pewnym miejscu Richard i Kahlan robią przymiarkę do stosunku, a Goodkind raczy czytelnika trzystronicowym opisem czynności seksualnych rodem z Harlequina. W innym miejscu dostajemy natomiast scenę tortur rodem z... nie wiem dokładnie, skąd, bo nie mam pojęcia, w jakim podgatunku literackim demoniczni badguye torturują niestabilnych emocjonalnie nastolatków różdżką sadyzmu.

Na koniec dodajmy, że Miecz Prawdy doczekał się serialowej ekranizacji pt. Legend of the Seeker. Pierwszy sezon emitowano od listopada 2008 do maja 2009, drugi sezon rozpocznie się jesienią tego roku. Podobno scenarzyści sporo pozmieniali. Ciekawe, czy zmienili także imię ojca głównego badguya, czy też dalej nazywa się on Panis.






Komentarze

Seji (2009-08-03 21:08:59)

Nie czytalem, ale serial oglada sie fajnie - zwlaszcza nie-solo (mozna komentowac naiwnosci). Oglnie bywa dosc mroczny, sa niezle efekty, troche glupot, no i kazda aktorka ma co najmniej 90 w klacie. ;)